niedziela, 24 maja 2009

Leszek Czajkowski


Kilka dni temu odkryłem twórczość Leszka Czajkowskiego. Jest on zupełnie pomijany przez salon i media głównego formatu, a na jego piosenkę wpadłem przypadkiem, szukając czegoś na Youtube.
Pierwsze skojarzenie, jakie naszło mnie po usłyszeniu ledwie kilku wersów: to musi być jakaś piosenka Karczmarskiego, której nie znam. Bez wątpienia Czajkowski jest bardem. Bardem, który w stylu Karczmarskiego śpiewa o dzisiejszym świecie i prawicowym punkcie spojrzenia na niego.




Leszek Czajkowski był członkiem Ligi Republikańskiej, jego zaangażowana poezja pojawiała się także w takich pismach jak Nasza Polska oraz Głos, wydał też tomik Polska to nie Unia. W czasie jednej z kampanii wyborczych wspierał Antoniego Macierewicza.
Piosenki Czajkowskiego są wspaniałymi balladami, poruszającymi aktualne problemy społeczne i polityczne. Dużo z nich odkrywa zakłamanie Unii i ogólnie pojętego lewactwa. Wiele można znaleźć pod poniższym adresem. Szczerze polecam! (zwłaszcza piosenkę Wizytówka- która może stać się mottem każdego prawicowca).

Pieśni Leszka Czajkowskiego

Kliknij aby posłuchać piosenki Wizytówka:

Leszek Czajkowski- Wizytówka

niedziela, 19 kwietnia 2009

Nietypowo bo filmowo- Lektor


Jej palić kazano

Lektor na początku wydaję się zwykłym melodramatem. Oto kilka lat po wojnie, w RFN, młody Michael (Kross) poznaje dwukrotnie starszą kontrolerkę biletów Hanne (Winslet). Oprócz uprawiania seksu on czyta jej książki, przy których ona nieraz wzruszy się smutnymi losami bohaterów. Sielankę przerywa nagłe zniknięcie Hanny. Następny raz bohaterów spotykamy po kilkunastu latach na sali sądowej. Michael, teraz już student prawa, obserwuje proces nazistowskich zbrodniarek (doskonale ukazana farsa tych procesów w powojennych Niemczech!). Główną oskarżoną jest Hanna, której zarzuca się dopuszczenie do śmierci w płomieniach kilkudziesięciu Żydów.

Film niebezpiecznie zbliża się do uczłowieczenia twórców holocaustu, pokazuje, że po wojnie to tak naprawdę równi z nich kumple i kochanki, zdolne do zachwytów nad kulturą wysoką. Gdy koleżanki z SS zeznają przeciw Hannie, skazując ją na długoletnie więzienie, zaczynamy jej współczuć, mimo, że więzienie, a nawet szafot jak najbardziej jej się należy. Ona tylko wykonywała rozkazy? Z takim podejściem niedługo dojdziemy do wniosku, że wojnę wywołał Hitler z sekta nazistów, a reszta trybików machiny Rzeszy tylko wykonywała rozkazy i jest niewinna. Przykład Sophie Scholl pokazuje, że nawet w społeczeństwie najbardziej sterroryzowanym istnieje miejsce na odwagę i bunt. Na człowieczeństwo, którego Hannie i zdecydowanej większości Niemców (łącznie ze spiskowcami, Stauffenberga, którzy uaktywnili się z powodów militarnych, nie humanitarnych) po prostu zabrakło.

Winslet zagrała dobrze jednak wcale nie jestem przekonany czy to jej należał się Oscar za najlepszą rolę kobiecą. Równie dobrze mogła go zdobyć Angelina Jolie za film „Oszukana”. Jednak nielubiąca Eastwooda Akademia uznała, że niemieckie rozliczenia bardziej zasługują na nagrodę. Pozytywnie zaskoczył mnie poziom aktorski, Krossa. W Lektorze często następuje zmiana i miejsce czasu akcji, cały obraz oparty jest na retrospekcji- wspomnieniu starego Michaela. Inwersja czasowa jest ostatnio w kinie zabiegiem popularnym, ale także coraz bardziej denerwującym i po prostu nudzącym.

Pierwsza część filmu to przydługi i dość nudnawy melodramat. O wiele ciekawiej robi się, gdy do opowieści wkracza wątek rozliczenia z hitlerowskimi zbrodniami. Zawarta w nim jest dyskusja między różnymi poglądami. Oto kolega Michaela domaga się bezwzględnego karania winowajców, jego profesor wygłasza natomiast kuriozalną opinie, że powinni być sądzeni według prawa, jakie wtedy obowiązywało. Główny bohater natomiast się waha- ma w ręku kartę mogącą uratować dawną kochankę, ale zarazem zbrodniarkę. Na szczęście podjął słuszną decyzję, ratującą jego sumienie, a także cały film.

Moja ocena: 6/10.

Lektor (Reader, The) 2008, Niemcy, USA. Reż. Stephen Daldry. Wyk.: Kate Winslet, David Kross, Ralph Fiennes, Bruno Ganz.

sobota, 18 kwietnia 2009

Nietypowo bo filmowo- Obywtel Milk


Obywatel gej

Obywatel Milk cofa nas do San Francisco lat 70. Harvey Milk (Sean Penn) to pierwszy jawny homoseksualista wybrany na publiczny urząd w USA- radnego San Francisco. Po kilku miesiącach zostaje zastrzelony przez konserwatywnego polityka z rady. Wiedząc jak skończy możemy skupić się na drodze, jaką przeszedł od sprzedawcy ubezpieczeń do lidera dużej organizacji społecznej. Film pokazuje historie wielkiej wojny o równouprawnienie mniejszości seksualnej i walki z konserwatystami, której przewodził. Oczywiście całkowite równouprawnienie gejów i lesbijek autorzy a priori uznają za naturalne. Obrazowi Van Santa nie można jednak odmówić pewnej uczciwości. Widzimy w nim homoseksualistów jako osoby rozwiązłe, nawiązujące przygodne romanse często oparte głównie na seksie, z widmem AIDS w oddali.

Popis aktorstwa dał Sean Penn, jest idealny: ciepły i zniewieściały, energiczny, ironiczny, błyskotliwy, twardy i miękki. Zagrać geja będąc heteroseksualnym musi być diabelnie ciężko a Penn temu podołał- nagroda Akademii dla najlepszego aktora wydaję się zasłużona, nie miał on ani jednej słabej sceny, doskonale grał emocjami. Nie zawodzą także aktorzy drugoplanowi
Film jest także dobrze zrobiony warsztatowo. W fabułę wpleciono modne w tym roku materiały dokumentalne, czy pseudoarchiwalne. Wśród generalnie dobrze wykonanych zdjęć, znalazły się takie perełki jak rozmowa prowadzona przez Milka z policjantem przy ciele zabitego geja ukazana przez odbicie na powierzchni gwizdka, którym ofiara wzywała ratunek, czy scena morderstwa pokazana przez odbicie w lustrze. Nie sposób zgodzić się jednak z Oskarem za najlepszy scenariusz oryginalny. O wiele bardziej na to wyróżnienie zasłużył obraz McDonagha „Najpierw strzelaj potem zwiedzaj”, którego scenariusz wielokrotnie zaskakuje i doskonale łączy gatunek komedii, dramatu i filmu gangsterskiego.

Obywatel Milk to bez wątpienia dobrze zrobiony film z dużym politycznym ładunkiem (Oscary 2008 poraz setny potwierdziły lewackość Akademi, Milk to tylko wierzchołek góry lodowej jaką stanowi Slumdog i Lektor- filmy po stokroć przeceniane). Świetnie pokazuje charyzmatyczną i kontrowersyjną postać Harveya Milka, oddaje ducha anarchistycznych lat siedemdziesiątych. Pokazuje ruch homoseksualny i początki walki, w której właśnie wtedy zaczął odnosić zwycięstwa i w której dziś już prowadzi.

Film Van Santa zmusza nas do wyjścia z własnej skóry i karze skupić się na cudzej racji czy pragnieniu. Chce żebyśmy w dewiancie dostrzegli człowieka. Pokazuje jak możemy zostać pokonani, jak walczą mistrzowie sprawy gejowskiej, a nie ich marni naśladowcy typu Biedronia. Wysuwanie przeciw nim Biblii nie ma sensu, bowiem dziesiątki od niej odstępstw uważa się już za racjonalne. Ekspansje homoseksualizmu na przestrzeń publiczną, polityczną i społeczną można powstrzymać tylko tak ja się ona rozwinęła- wywalczając prawa dla większości obecnie uciskanej przez mniejszość.

Moja ocena: 7/10.

Obywatel Milk (Milk) 2008, USA. Reż. Gus Van Sant. Wyk.: Sean Penn, Josh Brolin, Emile Hirsch, James Franco, Victor Garber.

wtorek, 31 marca 2009

Nowy wspaniały świat



Lewackie ruchy zdobywają w Polsce coraz większą popularność głównie poprzez wsparcie dużej części mediów takich jak TVN24 czy Gazeta Wyborcza. Podczas gdy na zachodzie prawie całkowite zwycięstwo odnieśli ekoterroryści i komuniści pokroju Cohn-Bendita także w naszym kraju znajduje się coraz więcej kontynuatorów myśli niesławnego ruchu ’68 takich jak Sierakowski i jego „nowa lewica”. Lewacy ciągle terroryzują, o czym ostatnio przekonać się mogli Irlandczycy „niemądrze” odrzucając konstytucje UE czy Vaclav Klaus, który dostał od nich srogą bure w swym własnym, prezydenckim, gabinecie.

Politycy wyrośli z pokolenia pop-komuny 1968 roku, sławiącego morderców Mao i Che i wprowadzającego anarchie oraz terroryzm na ulice zachodnich miast już dawno doszli do władzy przekształcając UE w związek socjalistycznych republik europejskich. W związku tym, mimo kryzysu (lewica i gospodarka to jak ogień i woda) panuje nowy wspaniały ład z aborcją, eutanazją i adopcją dzieci przez homoseksualistów na czele. Prawdziwa prawica ma zostać zepchnięta do podziemia i (w ramach polityki miłości i tolerancji, a jakże!) zagazowana. Rolę „opozycji” medialnej stanowić będą tytuły pokroju Tygodnika Powszechnego czy Dziennika- miałkie i ugodowe wobec „nowej lewicy”- według których prawica nie może być prawicowa, a Kościół tradycjonalistyczny.

Każdy przejaw krytyki nowego europejskiego ładu jest taktowany jako atak na wolność, równość i braterstwo gejów po ślubie, matek po aborcji i osób po eutanazji. Każdy krytyk konstytucji europejskiej, choćby podał i sto argumentów, jest ksenofobem i pisorem, który nie rozumie, że z Brukseli lepiej rządzi się Polską. Każdy oponent przyznania Rogerowi polskiego obywatelstwa, choćby mówił, że chciałby, aby w kadrze grali tylko Polacy, a nie jedynie posiadacze polskiego paszportu i protestowałby nawet gdyby Guerreiro był w 100% aryjczykiem okrzyknięty zostanie przez specjalistów z „Nigdy Więcej” rasistą. Czegoż jednak spodziewać się po organizacji, która swego czasu na „antyfaszystę” roku wybrała Simona Mola? Każdy krytyk polityki żydowskiej, choćby powtarzał punkt za punktem argumenty Normana Finkelsteina ze znakomitej pracy Przedsiębiorstwo Holocaust to brunatny antysemita. A każdy krytyk Michnika to już diabeł wcielony.

Feministki, ekoterroryści, antyrasiści i anty antysemici to pożyteczni idioci, służący lewackim politykom do utrzymania władzy. Globalne ocieplenie to mit, teoria wpływu ludzkiego się posypała, zwycięża racjonalna teoria cyklu. Potwierdza to coraz więcej naukowców, opisał także wspomniany Vaclav Klaus w bardzo dobrej książce Błękitna planeta w zielonych okowach. Jednak większość mediów ciągle przekazuje raporty naukowców ze skompromitowanego Międzynarodowego Panelu o Zmianie Klimatu. Promuje tym Gora (można dostać Nobla za nic!), ale także różnorakie „pakiety klimatyczne” służące polityce i biznesowi (handel limitami, „ekologiczne” technologie), a na pewno nie Polsce. W latach 70 straszono epoką lodowcową, w 90 dziurą ozonową a dziś globalnym ociepleniem. Podobnie jest z resztą pożytecznych idiotów. Feministki i wojownicy o tolerancję typu „Nigdy Więcej” są potrzebni by Unia mogła wydawać jeden za drugim akty antydyskryminacyjne. Mnoży się w ten sposób biurokracja i ciepłe posady dla biurokratów oraz, co gorsza tworzy sądokracja. Właśnie według tej sądokracji, już niedługo (problem irlandzki rozwiąże się jak nie w tym to kolejnym referendum) Bruksela będzie mogła rozstawiać po kątach „nieposłuszne” jej kraje tworząc Nowy Wspaniały Świat.

środa, 25 marca 2009

Przychodzi Cichy od Michnika



Michnika ukształtował Marzec, zachowuje się on jak wyznawca religii Holocaustu, według którego nie ma większej traumy niż traumy żydowskie. Dla Gazety najważniejszy jest los polskich Żydów, od generała Fieldorfa ważniejsza była skazująca go na śmierć Wolińska, o Jedwabnym musi wiedzieć każde dziecko na świecie, a o sądowym mordzie na 9 Polakach fałszywie oskarżonych o udział w tej zbrodni nikt. Myśląc według schematu „siedziałem za komuny, więc teraz mam rację” Michnik odmawia prawa głosu pozostałej części opozycji, której nie łączą tak dobre stosunki z Jaruzelskim czy Kiszczakiem, a na krytyków ładu postokrągłostołowego wysyła swych cyngli często używając uniwersalnej maczugi anty antysemityzmu.

Taką właśnie, zadziwiająco szczerą relację Cezaremu Michalskiemu z Dziennika zdał wieloletni przyjaciel Adama Michnika- Michał Cichy. Sam będąc cynglem, który w pięćdziesiąta rocznice Powstania Warszawskiego szkalował żołnierzy biorących udział w tym bohaterskim zrywie, który dalej myśli michnikowszyzną, słusznie zauważa, że każdy, kto ma inne zdanie niż naczelny Gazety brany za nikczemnego napastnika bez prawa do wolności słowa.

Doskonałym przykładem działania cyngli Wyborczej są teksty Agnieszki Kublik, które doprowadziły do wyrzucenie z Programu Trzeciego Polskiego Radia Krzysztofa Skowrońskiego. Mimo listu podpisanego przez wielu dziennikarzy z różnych stron barykady (a zainicjowanego przez Marcina Mellera), mimo przywróceniu „Trójce” statusu radia dla inteligentów i pełnego pluralizmu politycznego na antenie, spod pióra Kublik ciągle wychodziły pełne jadu, mijające się z prawdą, artykuły o „pisowskim prezesie radia Ziemkiewicza i Sakiewicza”. Cel osiągnięty- Gazeta na pewno cieszy się teraz z „niezależnego radia Farfała”. Drugi z symboli „dziennikarstwa cynglowego”- Wojciech Czuchnowski (autor „Blizny”, która w fałszywym świetle pokazywała proces kurii krakowskiej z 1953 roku) w 2005 roku ujawnił „listę Wildsteina” i w serii histerycznych tekstów doprowadził do wyrzucenia go z Rzeczpospolitej. Teraz nieustannie atakuje CBA i „pisowskie służby”. O jego rzetelności świadczą ciągłe sprostowania za fałszywe informacje o prawicowej agencji prasowej MDI.

Cyngle działają doskonale w agitacji antylustractyjnej, wykpiwaniu Komisji Weryfikacyjnej WSI i afirmacji okrągłego stołu, który zamiast jako zdrada i układ z okupantem w GW uważany jest za sukces demokracji. Nie dziwi to, jeśli przyjrzymy się życiorysom ludzi pracujących w tym dzienniku. Słynny już przypadek, Maleszki, który współpracował z SB dobrowolnie i za sowite wynagrodzenie, a potem w gazecie Michnika pisał teksty przeciwko otwarciu archiwum to nie wyjątek. Michał Stasiński, który w styczniu przeprowadził na łamach Gazety wywiad z Urbanem, także był świadomym współpracownikiem służb bezpieczeństwa.

Wypowiedzi Cichego nie są antysemickie. Nie szkalują Żydów, nie nawołują do nienawiści. Jednak za takie zostaną uznane przez zaciekłych „anty antysemitów”, według których o Żydach można mówić dobrze lub wcale. I na tym aspekcie zapewne skupi się lwia część krytyków tego wywiadu, którzy sprawę cyngli i np. wyrzucenia Skowrońskiego dyskretnie przemilczą.

Cichy, jako pierwszy z obozu Wyborczej powiedział to, co jej adwersarze wiedzieli od dawna. Najprawdopodobniej zrobił to z pobudek osobistych, gdyby nie kłótnia z Michnikiem pisałby dalej u niego. Dziennik wydrukował wywiad z powodów marketingowych. Jednak niezależnie od tego część prawdy o Gazecie trafiła do szerszego grona ludzi niedostrzegających problemu Michnika jako „otyłego dietetyka”, mającego monopol na rację i promującego ludzi, którzy przy okrągłym stole pokazali jak niewiele, także w dziedzinie wolnych mediów dzieli ich od komunistów.

Link do wywiadu Michalskiego z Cichym

piątek, 20 marca 2009

Naturalizacja w piłce, czyli Rogera Guerreiro przypadki


W reprezentacji Polski powinni grać ludzie związani uczuciowo z tym krajem, mówiący tym językiem, dla których całowanie orzełka po strzelonej bramce to nie tylko pusty gest. Pod żadnym pozorem kadra nie może przypominać klubu. Chyba, że tym klubem byłby Athletic Bilbao- zespół, który w lidze hiszpańskiej, gdzie najlepsze drużyny mają po dziesięć reprezentantów różnych krajów gra samymi Baskami. I jako jeden z trzech nigdy z tej ligi nie spadł. Niestety nasze władze (piłkarskie i polityczne) zdają się tego nie rozumieć.

W dawnych czasach (przed i tuż po drugiej wojnie światowej) „transfery” między reprezentacjami były możliwe. Ferenc Puskas po zamieszkaniu w Madrycie zaczął występować w kadrze Hiszpanii. Jego kolega z Realu (w barwach „Królewskich” zdobyli pięć Pucharów Mistrzów z rzędu!) Alfredo di Stefano reprezentował aż trzy kraje (Argentynę, Kolumbie oraz Hiszpanie). Po prostu grał w kadrze państwa, w którym aktualnie mieszkał. Polska też ma taki jeden, niechlubny przypadek. Po wybuchu wojny Ernest Wilimowski (do 1939 roku strzelił dla naszej kadry 21 bramek) podpisał volksliste i reprezentował III Rzesze.
W innych dyscyplinach sportu do dziś naturalizacja jest czymś normalnym. Chinka Li Qian będzie reprezentować Polskę na olimpiadzie w stolicy swego rodzimego kraju, a kadra koszykarzy co i rusz jest zasilana przez amerykanów grających w naszej lidze. FIFA jednak w porę się opamiętała i nałożyła spore obostrzenia wobec piłkarzy pragnących zmienić reprezentacje. Muszą to zrobić przed ukończeniem 21 roku życia. Jeśli zagrali o punkty w młodzieżówce i nie mieli w tym czasie drugiego paszportu to do końca życia mogą grać tylko w kraju, którego kadrę młodzieżową reprezentowali. Piłka reprezentacyjna straciłaby sens gdyby zmiana była tak łatwa jak np. w lekkoatletyce. Mogłoby dojść do skupowania przez bogate kraje najlepszych piłkarzy. Kibice nie mieliby już zupełnie, z kim się identyfikować. Niektórzy jednak tego nie rozumieją.

Naturalizacja Rogera, wbrew powszechnej opinii, że wszyscy tak robią we współczesnym futbolu, zbliżyła nas bardziej do poziomu Azerbejdżanu (który na zeszłe eliminacje mistrzostw świata dokooptował sobie kilku, grających w miejscowej lidze, Brazylijczyków) niż do czołówki piłkarskiego świata. Bo jednak wszyscy taki nie robią! Często przytaczani w dyskusjach o naszym canarinhos Klose i Podolski do Niemiec wyjechali jako mali chłopcy, wychowywali się w tym kraju, mówili po niemiecku. Tak samo sprawa ma się z czarnoskórym Asamoahem, który do kraju Goethego z Ghany przybył w wieku 12 lat. Zidane urodził się w Marsylii. Nawet chorwacki Brazylijczyk Eduardo został sprowadzony przez skautów Dynama Zagrzeb gdy miał 15 lat. Grają oni w reprezentacjach krajów, z których nie pochodzą, ale których obywatelami się czują. Stali się nimi przez długie lata życia w tych państwach, przez wspólny język. Roger w Polsce jest dwa lata, a po naszemu umie chyba tylko „na zdrowie”.

Plan Rogera wydaje mi się jasny: chce on zdobyć paszport UE, żeby bez ograniczeń robić karierę za granicą. Polskie obywatelstwo sprawi, że limity dla obcokrajowców w najlepszych ligach Europy przestaną go obowiązywać. Niezłą odskocznią dla tej kariery jest EURO 2008. W wywalczeniu awansu do tej imprezy Guerreiro jednak nie uczestniczył- przyszedł na gotowe. Ciekawe jak się teraz czuje Piotr Brożek, król strzelców polskiej ligi, który musiał zostać w domu… Ciekawe także jak szybko Roger, w ferworze walki o kontrakt na zachodzie, o naszym kraju zapomni? Jednego takiego „Polaka” już mamy. Zwie się Olisadebe i ostatnio w wywiadzie (udzielonym po angielsku) pozwiedzał, że nie interesuje się polską piłką i życiem w naszym kraju. Pamiętam jak po mistrzostwach świata w 2002 roku nie mógł grać w kadrze z powodu kontuzji- kilka dni później całkiem zdrów występował w greckim Panathinaikosie. Przynajmniej ma żonę Polkę…

Tak więc, podczas gdy tysiące naszych rodaków z Kazachstanu nie może się doczekać Karty Polaka jeden Brazylijczyk dostaje obywatelstwo w trybie natychmiastowym- za dobre występy w naszej lidze. Z tego co pamiętam Otto Rehhagel, który cztery lata temu niespodziewanie poprowadził Grecje do tryumfu w Mistrzostwach Europy, nie potrzebował żadnych Brazylijczyków- tytuł wywalczyli sami przedstawiciele Hellady. Przeciw Rogerowi protestowali także kibice. Fani Jagielloni rozwiesili transparent: „Roger nigdy nie będziesz Polakiem” i (mimo, że treść nie łamała prawa) zostali ukarani za domniemany rasizm zamknięciem stadionu na kilka meczy. Trzeba jednak stwierdzić, że prezydent dając Rogerowi polski paszport przyjął go do wspólnoty posiadaczy polskiego paszportu, a nie do wspólnoty narodowej. Czym jest naród? Jest to wspólnota języka i tradycji. Jest to pojęcie uniwersalne. Niezależne od istnienia państwa, bo gdy państwa polskiego nie było, Polacy żyli. Czy gdy państwo istnieje, inaczej rozumiemy pojęcie "naród", niż gdy państwa nie ma? Nie ma papieru na przynależność do narodu. Roger nie jest Polakiem, bo nie mówi po polsku, a poza tym jego rodzice nie byli Polakami. Jest za to Brazylijczykiem, bo doskonale mówi po portugalsku. Nie jest Polakiem, bo nie wie, o co chodzi z "Jeszcze Polska nie zginęła". Jest za to Brazylijczykiem, bo wie, o co chodzi z "Ouviram do Ipiranga as margens plácidas" ("Usłyszały spokojne brzegi Ipirangi"), o którym my nie mamy pojęcia. Co ciekawe do protestu dołączył się także Dariusz Dudka. O nowym koledze z kadry powiedział: (…) nagle pojawiają się kolejni chętni do gry w naszej reprezentacji. Śmieszy mnie to, bo w ten sposób chcą przede wszystkim wypromować własną osobę. Dobrze wiedzą, że nie mają szans na grę w swojej reprezentacji, więc u nas szukają swojej szansy na dalszy rozwój kariery. Nie podoba mi się takie podejście. Czym trafił w samo sedno ale wywołał także medialną burze wobec której postanowił zamilknąć.

Kibice już dawno przestali się identyfikować z piłkarzami ze swych klubów. Zmieniają się oni niemal co sezon. Za to w kadrze zawsze grali nasi reprezentanci, najlepsi w kopaniu piłki spośród czterdziestu milionów współobywateli. Tego nie da się logicznie wytłumaczyć- po prostu czuło się, że to nasi, członkowie naszej wspólnoty, reprezentujący nas wszystkich. Teraz nam to odebrano. Zastanawiałem się czy oglądać mecze kadry na Euro. Na pewno się złamie i zobaczę je wszystkie. Nie będą mnie już jednak tak cieszyły jak myślałem jeszcze kilka miesięcy temu.


PS. Artykuł napisany 6.06.2008- przed finałami Mistrzostw Europy (które poglądów autora w ogóle nie zmieniły)